25 listopada 2017

Tu byłam, czyli 3 obiekty z listy UNESCO w Szwecji [zdjęcia]

Czym kierujecie się, wybierając miejsca, które odwiedzicie podczas wycieczki za granicę? Stawiacie na to, co jest napisane w przewodniku? Istotne są dla Was arcydzieła ludzkiego geniuszu? Podziwiacie rozwój architektury lub technologii? Budownictwo, które odzwierciedla ważne etapy w historii ludzkości? Obiekty, które są świadectwami tradycji kulturowych? A może ciągnie Was do szczególnie pięknej przyrody, która jest świadkiem historii naszej planety? Jeśli na większość tych pytań odpowiedzieliście twierdząco, jest duża szansa, że kiedyś już trafiliście albo traficie na obiekty z listy światowego dziedzictwa kulturowego lub przyrodniczego UNESCO. I to właśnie one są tematem listopadowej edycji "W 80 blogów dookoła świata", kiedy blogerzy kulturowi i językowi tego samego dnia, o tej samej godzinie publikują teksty ze wspólnym motywem przewodnim.





Przyznam, że dotarcie do wszystkich piętnastu szwedzkich obiektów z listy UNESCO nigdy nie było dla mnie celem w rodzaju bucket list, ani nawet nie kierowałam się tym kryterium, planując swoje wycieczki. Mimo to udało mi się zwiedzić trzy z takich miejsc (a jeśli samo "zwiedzanie" i "docieranie" do miejsc potraktujemy dość szeroko, to dałoby się zaliczyć nawet i pięć), wszystkie trzy mogę Wam polecić: jeśli wybieracie się na Zachodnie Wybrzeże, do Sztokholmu czy na południe Szwecji. W dzisiejszym wpisie stawiam na fotorelacje, więcej informacji o każdym z miejsc znajdziecie w podlinkowanych tytułach wpisów.


Ryty naskalne w gminie Tanum, w tym najbardziej znana skała w Vitlycke, pokryta setkami znaków, symboli, kształtów, wyrytych w epoce brązu, to zabytek wyjątkowy ze względu na ilość rysunków, ich wysoki poziom artystyczny oraz odzwierciedlenie życia i wierzeń ludzi, którzy zamieszkiwali te tereny w okresie między 1700 p.n.e i 300 p.n.e. Jeden z motywów z Vitlycke znalazł się nawet na banknocie piećdziesięciokoronowym. 







Cmentarz w niezwykle ciekawy sposób łączy elementy architektoniczne z ukształtowaniem terenu i roślinnością. Wysokie drzewa i niesamowicie skromne groby robią niesamowite wrażenie podczas spacerowania ścieżkami i alejami. Tu jest też jeden z pierwszych w Szwecji "gajów pamięci", minneslund, anonimowych miejsc pochówku.











Karlskron została założona w XVII wieku jako port morski, a jej fortyfikacje i zabudowania typowe dla tego typu miast zachowały się aż do czasów obecnych. To ważny przykład tego, jak w historii Europy przez wiele epok dla portów ważne było, by być potęgą morską.













Na liście UNESCO, a tym samym jeszcze przede mną, znajdują się jeszcze rezydencja królewska w Drottningholm, osady Wikingów w Birka i Hovgärden, odlewnia żelaza w Engelsberg, hanzeatyckie miasto Visby, kraina Laponii, miasto kościelne Gammelstad w Luleå, Archipelag Kvarken / Pobrzeże Zachodniobotnickie (dotarłam na punkt widokowy przy moście Högakustenbron, ale mam wrażenie, że to się jeszcze nie liczy), krajobraz rolniczy południowej Olandii (zwiedzaliśmy północną część wyspy, ale to nie to samo, co Alvaret)strefa górnicza Wielkiej Góry rudy Miedzianej w Falun, radiostacja Varberg, południk Struvego i zdobione domy w Hälsingland.



CC BY Riksantikvarieämbetet

Więcej o obiektach z listy UNESCO w Szwecji przeczytacie TUTAJ po polsku albo TU po angielsku. O swoich wycieczkach pisała też Gabi z bloga Gabi & the new direction - udało jej się dotrzeć do wielu tych miejsc! Możecie zajrzeć też to TEJ anglojęzycznej broszury.



Jakie miejsce Wy odwiedzilibyście najchętniej? Gdzie Wam udało się już pojechać?
Zobaczcie jeszcze, jak światowe dziedzictwo z listy UNESCO w innych krajach opisują blogerzy:


Austria:
  
Chiny:


Francja:


Gruzja:

Hiszpania:

Japonia:

Kirgistan:

Niemcy:
  
Szwajcaria:

Turcja:

Wielka Brytania: 
Daj Słowo - Wybrzeże Jurajskie na południu Wielkiej Brytanii



Włochy: 

Różne kraje:




12 listopada 2017

TE MOMENTY podczas nauki języka szwedzkiego

Kiedy nauka języka jest dla nas nie tylko obowiązkiem, ale przyjemnością czy nawet przygodą, pewnie macie w pamięci wiele wspomnień z nią związanych. Pierwsze zabawne pomyłki, pierwsze książki przeczytane w danym języku, łamiący się głos, kiedy po raz pierwszy mieliście okazję porozmawiać z native speakerem. Czy pierwszy raz, kiedy język pojawił się ni stąd, ni zowąd w snach. Ostatnio przeczytałam wpis Marii z bloga o językach obcych Powiedz mnie o TYCH MOMENTACH podczas nauki języka i aż podskoczyłam z zachwytu. W tylu punktach widziałam siebie! Pomyślałam, że spróbuję odtworzyć swoją listę TYCH MOMENTÓW podczas nauki szwedzkiego. Może ktoś z Was w nich się odnajdzie?


1. Kiedy chcesz zarazić wszystkich swoją fascynacją językiem szwedzkim

To jeden z TYCH MOMENTÓW na początku nauki - kiedy wszystko jeszcze wydaje się takie nowe, inne, ciekawe i fascynujące. Kiedy nagle okazuje się, że po szwedzku nazwisko Läckberg brzmi bardziej jak "Lekberj", a imię Kerstin z Dzieci z Bullerbyn brzmi raczej jak Siasztin, a Szwedzi wciągają powietrze, mówiąc 'tak' i robią przy tym 'pszuuuu'. To ten okres, kiedy w rozmowie ze znajoómymi co drugie zdanie masz ochotę zaczynać od "Bo wiecie, w szwedzkim..." - bo w toczącej się rozmowie wszystko się Wam kojarzy ze szwedzkimi ciekawostkami. A przecież język, którego się uczycie i kraj, który przez ten język poznajecie, są tak fascynujące, że przecież każdy musi się o tym dowiedzieć! Zdarzało mi się przypadkiem znaleźć na Facebooku posty, w których moi dawni kursanci emocjonowali się takimi odkryciami. Albo przypadkiem usłyszeć, jak studenci dzielą się na korytarzu takimi smaczkami, które właśnie wynieśli z zajęć.

Tak jakieś siedem albo może osiem lat temu
wyglądało moje zdjęcie profilowe w portalach społecznościowych -
 ze słownikiem języka szwedzkiego, żeby wszyscy widzieli.
No bo wiecie, w szwedzkim jest takie coś... ;)

I powiem Wam, niektórym to z czasem mija. Niektórym. Ja najwyraźniej wciąż zostałam na tym etapie. Po to piszę blog, dlatego powstała moja książka.


2. Kiedy programy, które są "grzeszną przyjemnością" okazują się ważnym materiałem edukacyjnym


Moi znajomi nie patrzą już dziwnie, kiedy przyłapują mnie na namiętnym oglądaniu Top Model (wiedzieliście, że w szwedzkiej edycji w jury była Izabella Scorupco?) czy Tro, hopp och kärlek, takiego jakby Pastor szuka żony. Z tego pierwszego programu wyciągałam wnioski na temat obecności angielskiego w potocznej, codziennej szwedczyźnie (np. Alla är så bitchiga mot mig! - piękny przykład połączenia angielskiego rzeczownika ze szwedzką końcówką przymiotnika!), w drugim programie zasłuchuję się w dialekcie Marka Levengooda. No i poznałam słowo "koloratka" (prästkrage). Przyznajcie, same walory edukacyjne! Z tych samych powodów regularnie śledzę szwedzkich youtuberów. Poza Clarą Henry, Clarę oglądam naprawdę dla przyjemności. Z chęcią co jakiś czas włączam szwedzkie teleturnieje, nawet mój mąż wciągnął się w På spåret, wyczekujemy właśnie nowego sezonu naszych ulubionych "pociążków". 



3. Kiedy bawi cię dosłowne tłumaczenie szwedzkich zwrotów na polski albo odmienianie szwedzkich słówek z polskimi końcówkami

To moim zdaniem dość irytujące momenty w nauce języka. W każdym razie na pewno dość irytujące dla otoczenia. W gronie innych uczących się to na pewno momenty dające dużo radości i śmiechu. No bo tak zabawnie jest opowiadać o jedzeniu "kanelbullarów", rozwiązywać "uppgifty", a przed egzaminami usiąść i "pluggować".  A do tego wszystkie "Weź to spokojnie" czy "Dziękuję za ostatnie". Żarty z języka, szczególnie kiedy uczymy się w grupie, to zdecydowanie jeden z TYCH potrzebnych MOMENTÓW!



4. Kiedy nieświadomie używasz nieistniejących polskich słów stworzonych na szwedzką modłę

Kolejnym z TYCH MOMENTÓW jest to, kiedy rożne urocze językowe pożyczki, dziwactwa  i szalone słowotwórstwo zdarzają się wam nieświadomie i przypadkowo. Do dziś z uśmiechem na ustach wspominam, że w czasie, kiedy pisałam dużo o złożeniach, niechcący przenosiłam te konstrukcje do polskiego. I dziwiłam się bardzo, kiedy rozmówcy nagle wybuchali śmiechem. I byłam szczerze zdumiona, że nie mówi się jednak "samochód pożarniczy" (brandbil, wóz strażacki), ani "hełm pracowniczy" (arbetshjälm, kask ochronny). No i nie ma też przymiotnika "zaimponowany" (imponerad, pod wrażeniem), choć bardzo by przecież pasował.


5. Kiedy przypadkiem czytasz polskie słowa ze szwedzką wymową

Przyznaję się śmiało, z uśmiechem pod nosem, zdarzyło mi się kiedyś, jadąc tramwajem na zajęcia ze szwedzkiego i powtarzając w myślach słówka na kolokwium, przeczytałam nazwę mijanej stacji benzynowej tak "ze szwedzka". I wyszedł mi Orlén, rymujący się prawie z Åhléns. Kilka razy usłyszałam też, że nawet jak mówię po polsku, wpada mi czasem to"brzęczące" szwedzkie "i". 


6. Kiedy po latach słuchasz piosenek po szwedzku i nagle rozumiesz ich teksty

To jeden z bardziej fascynujących TYCH MOMENTÓW! Jeden z tych, kiedy w przyjemny sposób odkrywamy swoje postępy. Jeszcze w liceum słuchałam często piosenek zespołu Kent. Kiedy śpiewałam sobie pod nosem, to raczej na takim poziomie jak robienie "keny keczułoki anułoki" ze Smooth Criminal Michaela Jacksona. Czy wyobrazicie sobie więc moje zdziwienie, kiedy po latach przypadkowo na jakiejś playliście zaplątało mi się Sundance Kid Kenta i odkryłam, że w refrenie nie ma zwykłego "la la lej", bo usłyszałam "hör du mig, hör du mig" (czy mnie słyszysz, czy mnie słyszysz)? Podobnym szokiem było też dla mnie odtworzenie Boten Anna Basshuntera - po latach, kiedy wybierałam utwór do listy letnich hitów, które nie chcą wyjść z głowy.



7. Kiedy zwracasz uwagę na błędy gramatyczne Szwedów

TEN MOMENT, kiedy przechodzą Cię ciarki nie tylko na "włanczać", "w każdym bądź razie" czy "dwutysięczny siedemnasty", ale i na błędy popełniane przez rodowitych użytkowników języka szwedzkiego. Ostatnio na przykład kilka razy "przyłapałam" Therese Lindgren na używaniu vart (dokąd) zamiast var (gdzie). Therese zaczęłam za to regularnie śledzić, odkąd w jednym z filmików o jedzeniu ciągle się poprawiała i zastanawiała nad rodzajnikami słówek i ich formą określoną. No skoro Szwedzi się wahają, to mnie tym bardziej wolno!

8. Kiedy w Polsce ukazuje się przekład, a ty już dawno czytałeś książkę w oryginale

TO UCZUCIE, kiedy polskie wydawnictwa promują książki szwedzkich autorów, a ty już dawno masz je za sobą! Miałam tak kilka razy, między innymi z Nikt mnie nie ma (Mig äger ingen) Åsy Lindenborg, o której na studiach przygotowywałam prezentację, na blogu zdążyłam opowiedzieć o filmie, a która dopiero w tym roku wyszła w polskim przekładzie. Kilka razy zdarzyło mi się tak i z nowszymi książkami: Ekspedycja, Przeklęty prom. Teraz czekam na polskie wydanie poradnika dla dziewcząt Ja, jag har mens, hurså (dosł. Tak, mam okres, a co?) Clary Henry, bo lubię jej poczucie humoru i myślę, że doceniam jej walkę z tematem tabu.





9. Kiedy czytając przekłady, wyobrażasz sobie, jak zdanie mogło brzmieć po szwedzku

W moim przypadku działa to nawet w dwie strony: kiedy czytam szwedzkie książki, łapię się na tym, że zastanawiam się, jak pewne konstrukcje można byłoby przełożyć na polski, a kiedy czytam przekłady, odruchowo zastanawiam się, co kryło się w oryginale. Trochę, jakbym podczas czytania wciąż rozwiązywała testy gramatyczne z poleceniem "Przetłumacz". TEN MOMENT może wydawać się niebezpiecznym skrzywieniem, ale wierzcie mi, nie zabija czytania, a czasem prowadzi do ciekawych odkryć. I jaką można mieć satysfakcję, kiedy okaże się, że tłumacz wybrał to rozwiązanie, na które wpadliśmy w myślach ;)


10. Kiedy na spotkaniu autorskim można zaskoczyć pisarza albo dostać buziaka po koncercie

Nieustannie mam wrażenie, że Szwedów cały czas dziwi, że mieszkańcy innych krajów, szczególnie tych wielomilionowych, mogą przejawiać zainteresowanie uczeniem się ich języka, którym jako ojczystym posługuje się przecież ledwie jakieś dziewięć milionów osób. Bywają zaskoczeni do tego stopnia, że kiedy poprosiłam po szwedzku o autograf i możliwość zrobienia sobie zdjęcia z muzykami jednego z moich ulubionych zespołów post-rockowych podczas ich trasy w Polsce, zasłużyłam sobie na… spontanicznego buziaka. A ilekroć spotykałam w Polsce szwedzkich autorów na spotkaniach z fanami, zaczynanie rozmowy po szwedzku nigdy nie oznaczało krótkiej konwersacji. TEN MOMENT to zaskoczona mina, a potem wciąganie we wcale niekrótką rozmowę - zazwyczaj na tematy językowe. Z Monsem Kallentoftem w Warszawie miałam okazję porozmawiać chwilę o tym, co dla Polaków może być trudne w uczeniu się szwedzkiego.

Tak czekam jako następna w kolejce po autograf
i  rozmowę z Monsem Kallentoftem,
źródło


A jakie są TE WASZE MOMENTY związane z nauką szwedzkiego?

08 listopada 2017

1947. Świat zaczyna się teraz


Wspomnienia przeciekają przez pokolenia. Stalaktyty tęsknoty.

Od zakończenia drugiej wojny światowej na całym świecie rozbrzmiewają echem słowa "Nigdy więcej". Jak wygląda świat dwa lata później? Rok 1947, pozornie nieistotny, jakby wciąż ujmowany w nawiasy różnych ram czasowych, okazuje się obfitować w wiele wydarzeń, które odcisnęły swoje piętno także i na naszej współczesności.

Elisabeth Åsbrink ze skrawków historii, biografii, z wydarzeń ze świata polityki i kultury, wspomnień zwykłych ludzi tworzy niezwykłą mozaikę, układającą się w portret 1947 roku, od stycznia do grudnia. Christian Dior przeprowadza rewolucję w modzie dzięki swojej kolekcji The New Look - marzy o wąskich taliach, zamyka kobiety w gorsetach. Tysiące kobiet, konduktorek z londyńskich autobusów i tramwajów, traci pracę, gdy po wojnie wracają mężczyźni. Simone de Beauvoir jest zakochana bez pamięci, zaczyna pisać "Drugą płeć", która zyska miano feministycznej biblii. Nad najważniejszą książką w twórczości pracuje też George Orwell. Grace Hopper próbuje "rozmawiać" z komputerami. W Górach Kaskadowych ktoś widział latające spodki. Nowy Jork rozbrzmiewa bebopem Theloniousa Monka, Hollywood swinguje z Billie Holiday. W Szwecji powstaje pierwszy sklep H&M, a Per Engdahl tworzy sieć powiązań ruchów nazistowskich, toruje drogę dla prawicowego ekstremizmu w Europie. W Egipcie Hasan al-Banna budzi do życia słowo dżihad. Rafał Lemkin mówi o pojęciu ludobójstwa. Dopiero trwają prace nad Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. Wielka Brytania zrzeka się odpowiedzialności za Palestynę.  Wycofuje się z Indii. W kalejdoskopie u Åsbrink migoczą jeszcze sylwetki między innymi Nelly Sachs, Paula Celana, Harry'ego Trumana, Mahatmy Gandhiego i Michaiła Kałasznikowa. A wśród nich dziesięcioletni chłopiec, Joszéf. Póki co przed nim najważniejszy wybór jego życia, a na jego decyzji zaważą węgierskie kiełbasy. Gdy będzie dorosły, trafi do Szwecji. Elisabeth Åsbrink to jego córka.


Åsbrink, dziennikarka i pisarka, była kilkukrotnie nominowana do Nagrody Augusta, najważniejszej szwedzkiej nagrody literackiej. Nagrodę otrzymała za "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa", za tę książkę została też wyróżniona w Polsce Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego. Jeśli czytaliście ten reportaż, pewnie rozpoznacie otwierającą go scenę, do której autorka wraca i w "1947":

Kiedy 19 marca 1944 roku rozpoczęła się niemiecka okupacja Węgier, chłopiec, który będzie moim ojcem, miał osiem lat i już był bez ojca. Ledwo zaczął szkołę, a już musiał ją przerwać, bo był Żydem. Ani jego matka, ani ojciec nie byli wierzący, dopiero w wieku pięciu lat odniósł to słowo do siebie. Kiedy bawił się na dworze, minął go jakiś nieznajomy i nazwał „parszywym Żydem”. Chłopiec poszedł zapytać matki, co to znaczy „Żyd”. Lilly wyjaśniła prosto: „Istnieją dwa rodzaje ludzi, dobrzy i źli. Tylko to ma znaczenie”.

"1947. Świat zaczyna się teraz" daje kolejny dowód, jak autorka pięknie potrafi łączyć dziennikarską rzetelność w relacjonowaniu zdarzeń i wrażliwość w ich komentowaniu, jak płynnie potrafi prowadzić czytelnika przez ułamki różnych historii, skłaniając do spojrzenia z szerszej perspektywy. Budzi emocje, przedstawiając rolę kolejnych przywoływanych postaci w kształtowaniu losów świata, ale najbardziej poruszająco pisze o tych, których na tym świecie zabrakło.

Przez całą książkę przewijają się metafory dotyczące czasu. Czas zaklęty we wskazówkach, sprężynach, kołach zębatych, w godzinach, w zegarkach, które ktoś dostaje w prezencie, które komuś zostają ukradzione. Czas też może zostać skradziony. 

Teraz, po zakończeniu wojny, wszyscy szukają zegarków – kradną je, ukrywają, zapominają albo gubią. Czas jest niepewny. Kiedy w Berlinie jest ósma wieczorem, w Dreźnie jest siódma, ale w Bremie dziewiąta. Rosyjski czas w rosyjskiej strefie, podczas gdy Brytyjczycy wprowadzili czas letni w swojej części Niemiec. Kiedy pada pytanie o godzinę, większość odpowiada, że nie ma. To znaczy zegarka. A może chodzi o czas?

Miałam przyjemność tłumaczyć tę książkę. Nie raz podczas lektury zatrzymywałam się przy fragmentach, których nie sposób wręcz nie porównywać do tego, co dzieje się dzisiaj. Nie raz wydawało mi się, że dzięki tej książce da się lepiej zrozumieć teraźniejszość, by za chwilę stwierdzić, że takiego świata nie da się chyba zrozumieć. Czasem otwierałam oczy ze zdumienia. Czasem miałam ochotę zacisnąć mocno oczy, bo pewne słowa sprawiały wręcz ból. "1947" bez wątpienia robi wrażenie. Zostaje w pamięci i zostaje w myślach. Warto poświęcić uwagę takiej mądrej lekturze.

Może to nie rok chcę zebrać. Zbieranie dotyczy mnie samej. To nie czas trzeba zebrać w całość, tylko mnie i ten roztrzaskany na kawałki smutek, który ciągle rośnie. Smutek z powodu przemocy, wstyd z powodu przemocy, smutek z powodu wstydu.

Elisabeth Åsbrink 1947. Świat zaczyna się teraz (1947
Wydawnictwo Poznańskie 
2017 
tłum. Natalia Kołaczek

25 października 2017

Sekretne życie szwedzkich nazw zwierząt

Zauważyliście, jak ostatnio popularne stały się książki poświęcone przyrodzie? Chyba coraz bardziej lubimy przyglądać się naturze, podglądać ją i odkrywać sekrety zwierząt. Swoim dzisiejszym postem może trochę wpiszę się w te trendy, ale od językowej strony. A jest ku temu świetna okazja - kolejna edycja akcji "W 80 blogów dookoła świata", tym razem poświęcona zwierzętom właśnie. A z rysunkami do tego wpisu znów pomogła mi Aga.



Lubię złożenia (sammansättningar). Podoba mi się w szwedzkim słowotwórstwie, że jednym dłuższym słowem da się dość precyzyjnie wyrazić to, do czego my w polszczyźnie potrzebujemy kilku, zarówno jeśli chodzi o znaczenie dosłowne, konkretne, jak i to metaforyczne: krokodiltårar to krokodyle łzy (en krokodil + en tår, łza), hästsvans to koński ogon (en häst, koń + en svans, ogon), gåshud - gęsia skórka (en gås, gęś + [en] hud, skóra), hönshjärna - ptasi móżdżek ([ett] höns, drób + en hjärna, mózg), a björnkram to taki intensywny uścisk, taki "misiek" (en björn, niedźwiedź + en kram, uścisk).

Wiele nazw zwierząt po szwedzku to właśnie złożenia. Jättepanda to panda wielka (człon jätte- w złożeniach to właśnie 'wielki' albo 'bardzo'), isbjörn to niedźwiedź polarny (od słów is, lód, i björn, niedźwiedź), a wąż zbożowy to majsorm (dosłownie to właściwie wąż kukurydziany). Jest jednak sporo takich nazw zwierząt, które po dosłownym przetłumaczeniu części złożenia wydają się zabawne, zaskakujące, a czasem kompletnie szalone. Przygotowałam dziś dla Was siedem takich przykładów.





vildsvin
dosł. dzika świnia
DZIK

"Dzik jest dziki, dzik jest zły...", dzik jest dziką świnią! Co właściwie się zgadza, bo świnia domowa jest udomowioną formą dzika. Podobno w polszczyźnie kiedyś dziki też nazywano "dziwymi wieprzami", później dzikimi wieprzami, aż w końcu stały się po prostu dzikami.


tvättbjörn
dosł. niedźwiedź pracz
SZOP PRACZ

Potoczne nazwy gatunkowe tego zwierzęcia i po polsku, i po szwedzku zwracają uwagę na jego charakterystyczne zachowanie. Jednak w po szwedzku szop okazuje się nie szopem, ale... niedźwiedziem. A to dlatego, że rodzina szopowatych to halvbjörnar, dosłownie półniedźwiedzie.


flodhäst
dosł. rzeczny koń
HIPOPOTAM

Hipopotam to koń? Ciekawe, z której strony! Jeszcze śmieszniej robi się, kiedy dowiemy się, że samiec hipopotama nazywany jest bykiem, samica krową a młode cielakiem! A tak naprawdę, kiedy przyjrzymy się słowu 'hipopotam', okazuje się, że i my nazywamy to zwierzę rzecznym koniem, bo nazwę zaczerpnęliśmy z języka greckiego, gdzie hippos znaczy konia, a potamos rzekę.





murmeldjur
dosł. mamroczące zwierzę?
ŚWISTAK


Jak robi kot, pies, kogut - wiadomo. Ale jak robi świstak? Kiedy próbowałam znaleźć odpowiednie nagranie na YouTube, najwięcej wyników było fragmentami programu BBC "Talking animals"... Nie mogę się powstrzymać i muszę Wam tu podrzucić ten filmik:



Podobno szwedzka nazwa murmeldjur, która aż prosi się, by przetłumaczyć ją jako "mamroczące zwierzę", nie wywodzi się właściwie od czasownika murmla, mamrotać, ale należałoby ją sprowadzić do staro-wysoko-niemieckiego murmunto, a to zaś do łacińskiego mus montis, czyli górska mysz. 


späckhuggare
dosł. wyrywacz sadła
ORKA


Najbardziej makabryczny z wybranych przeze mnie przykładów. Polska nazwa orki wiąże się z łacińskim nazewnictwem, podczas gdy szwedzka rzekomo pochodzi od zachowania tych zwierząt. Atakują one inne walenie, na przykład te pochwycone przez wielorybników, by dobrać się do ich tłuszczu, odrywają kawałki ich ciała. Brrr.


sköldpadda
dosł. ropucha tarczowniczka
ŻÓŁW


Jeśli oglądaliście serial "Wikingowie", pewnie kojarzycie tarczowniczkę (ang. shieldmaiden, szw. sköldmö) Lagerthę. Szwedzkie słowo na żółwia dosłownie oznacza uzbrojoną ropuchę, ropuchę w zbroi, którą ja wyobrażam sobie jako taką ropuchę tarczowniczkę (podobnie zresztą zbudowane są słowa na żółwia w niemieckim i niderlandzkim).


nyckelpiga
dosł. dziewczyna z kluczami
BIEDRONKA


Biedronki w różnych językach są związane z niebem i... Maryją: boża krówka, ladybird,  ladybug, Marienkäfer. W wielu kulturach są też symbolem szczęścia. Szwedzka biedronka to "dziewczyna z kluczami" - według tradycji Maryja miała mieć klucze do Królestwa Niebieskiego. Maryjne skojarzenia budzi też siedem kropek na plecach biedronki siedmiokropki.


Nie zapomnijcie zajrzeć do innych blogerów, którzy przygotowali dla Was wpisy w tej odsłonie akcji. Dotyczą one zwierząt z perspektywy następujących języków:


angielski:
chiński:

fiński:

francuski:

gruziński:

hiszpański:

japoński:

kirgiski:

niemiecki:

norweski:

rosyjski:

słowacki:

turecki:


25 września 2017

Szwedzkie legendy miejskie przyprawiające o dreszcze

Przyszła jesień - na zewnątrz coraz wcześniej robi się ciemno i coraz częściej pada. Wydaje mi się, że taki czas doskonale pasuje do wsłuchiwania się i wczytywania w różne opowieści, a te, które zazwyczaj potrafią przyprawić o dreszcze, teraz działają na nas jeszcze bardziej. Wrześniową edycję akcji "W 80 blogów dookoła świata" poświęcamy w tym roku legendom miejskim, nieprawdopodobnym historiom (które z pozoru jednak wydają się prawdopodobne, bo często opowiadane są przez "znajomych znajomego"). Czasem są zabawne, czasem zastanawiające, a czasem naprawdę makabryczne! Które z nich wybrali dla Was blogerzy kulturowo-językowi? Listę linków do pozostałych tekstów w akcji jak zawsze znajdziecie na końcu wpisu. A ja zapraszam Was na szwedzkie opowieści tego rodzaju - w Szwecji określane jako skrönor, urbana myter, urbana legender czy vandringssägen.





Krzyki na kampusie - Flogstavrålet


Uppsala to miasto akademickie w środkowo-wschodniej Szwecji. Na przedmieściach, we Flogsta, mieszkają głównie studenci. Kiedy wybija dwudziesta druga, z okien, balkonów i dachów rozlegają się krzyki i wycia. Wystarczają, by zmrozić krew tym, którzy nie znają tego "zwyczaju". Flogstavrålet, wycie z Flogsta, obrosło już legendą. Nie wiadomo już do końca skąd się naprawdę wzięło. Jedni twierdzą, że w ten sposób studenci dają upust swoim emocjom, pozbywają się stresów i napięć, których przysparzają im nauka i egzaminy, a jednocześnie poprzez odwzajemniane okrzyki budują poczucie wspólnoty. Inni przekazują informację, że z początku (w latach 70.) wrzaski miały upamiętnić studenta, który popełnił samobójstwo, z krzykiem skacząc w nocy z okna... 
Tak jak to bywa w przypadku często powtarzanych miejskich legend, coraz więcej miejsc rości sobie do nich prawo. Wrzaski usłyszeć też można na kampusie w Lund (Delphivrålet) i w Sztokholmie (Lappkärrsskriket), codziennie lub w jeden dzień w tygodniu.





Błędne ogniki - Marteboljuset


Okolice Martebo na Gotlandii przyciągają miłośników nadprzyrodzonych zjawisk. Od początku dwudziestego wieku zdarza się tam widzieć błędne ogniki nazywane światłem z Martebo, Marteboljuset. Opisywane jest jako unosząca się nad ziemią i "płynąca" wzdłuż drogi świetlista, czerwonawa kula. Niektórzy mówią, że kiedy pojawia się światło, kompasy zaczynają wariować, a zwierzęta robią się niespokojne. Inni słyszeli metaliczne odgłosy. 
Próby wyjaśnienia pochodzenia światła bywały różne - małe wyładowania elektryczne, samozapłon gazów z gnijących roślin i szczątków zwierząt, reflektory samochodów widziane z odległości? Sprawą zainteresowała się szwedzka organizacja zajmująca się ufologią. Wiele doniesień o pojawianiu się światła i towarzyszących mu zjawiskach okazało się trudnych do wyjaśnienia.






Pociąg-widmo do stacji Kymlinge - Silverpilen


Sztokholmskie metro to nie tylko najdłuższa galeria sztuki na świecie. Ma też swoje mroczne tajemnice. I swoją stację-widmo - a raczej stację, której po wybudowaniu po prostu nigdy nie oddano do użytku, Kymlinge. Na tej stacji, według miejskich legend, zatrzymują się aluminiowe wagony pociągu typu C5, Silverpilen (srebrnej strzały), tak różne od niebieskich pociągów kojarzących się ze sztokholmskim metrem. Na stacji Kymlinge podobno wysiadają tylko zmarli...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...